Kanada 2003/2004
Friday, October 31, 2003
 
Dzisiaj znowu zbieralismy kase za gazety i musze przyznac ze calkiem niezle poszlo. Zostal mi jeszcze tylko jeden customer. Ale jak tak chodzilem i zbieralem to w 363 na Prescott-cie to gosciowa ni z tad ni z owad poczestowala mnie piwem! A ja tym tylko przyszedlem kase zbierac ! Nieprzewidywalne sa zachowania niektorych ludzi. Przekonalem sie ze ta rodzinak jakas dziwna byla bo wszyscy po sobie wrzeszczeli i bylo mi tak jakos nie swojo. Na odchodnym koles poczestowal mnie jeszcze cukierkami ktore mial przygotowane na Halloween.
No wlasnie dzisiaj w ogle to bylo te dlugo przez wszystkich Halloween. Widzialem paru ludzi dziwnie przeberanych, jednak my sie nie zangazowalismy w kultywowanie tej tradycji. Wieczorem poszlismy znowu na spotkanie grupy FOCUS. Przyszla tam Lidia czy Lisa (imienia nie pamietam) ktora pochodzi z Chin. Przyjechala jakis rok temu do Kanady. Pytalem sie ja troche jak tam teraz w Chinach jest. Mowila ze np. szkolnictwo maja podobne do naszego. Znaczy sie, podstawowka i szkola srednia to nauka wszystkiego o wszystkim, a dopiero na studiach wybiera sie swoj kierunek. Program studiow jest jednak z gory ustalony i wybor kursow jest bardzo skromny - czyli tak jak u nas. Pozwole sobie tutaj zacytowac korespondencje z kolega z uczelnianej lawki, ktora mnie bardzo rozbawial, a niejako nawiazuje do tematu:
"
>...w sumie chyba to bym wybral ale na pytanie:
> "ale co jest to przedmiot obieralny(?) wiec kazdy student ma prawo wybrac
> sobie indywidualnie taki przedmiot ze wzgledu iz moze byc on waznym
> elementem ukierunkowujacym na specjalizacje...(?)"
> odpowiedz pani z dziekanatu: " no ot tak... przedmiot obieralny...
> obralismy wam z gory... "
"
Ta Chinka mowial takze ze maja dodatkowo przedmioty politologiczne. Przykladowo ucza sie o marksizmie i to niezaleznie od kierunku studiow. Dodatkowo maja jakies zajecia o polityce na ktorych przykladowo czytaja nowe ustawy uchwalone przez rzad. Mowi jednak ze wiekszosci, zwlaszcza mlodych ludzi, to nie interesuje,teraz kazdy szuka sposobu zeby zarobic jak najwiecej kasy...

Thursday, October 30, 2003
 
Z rana miałem ciężkie przejścia z gazetami i ulotkami. Gdy wstałem przed domem nie było gazet. W Chronicalu nikt nie odbierał telefonu wiec zdecydowałem ze rozniosę ulotki które jeszcze mi zostały. Pojechałem wiec na Dawson. Jak wróciłem przed domem dalej nie było wiec tradycyjnie zrobiłem sobie owsiankę i gdy już maiłem się zabierać do jej konsumpcji przyjechał koleś z gazetami.Była 7:40, a do 8:00 gazety powinny być rozniesione. Musiałem więc odstawić żarełko i pędzić na Prescotta i potem znowu dalej na Dawsona. Tak więc poranne roznoszenia gazet nie zajęło mi 1:30 h tylko 2:30.
W szkole na zajęciach z computer graphisc gościu rozdał ocenione assignementy, na razie nieźle mi idzie bo zdobyłem maksymalna ilość punktów.
Po zajęciach wróciłem do domu żeby zbierać kasę za gazety i zapłaciła mi tylko jedna gościówa. Następnie ponownie pojechałem do szkoły na spotkanie z grupą z Inżynierii Programowania. A padał zamarzający deszcz, także przejazd nie należał do najprzyjemniejszych.
Na spotkaniu siedzieliśmy niecałe 3 godziny nad specyfikacjami klas i metod i takich tam rzeczy. Wiele z nich poszło się paść przez jedno małe nieporozumienie. W przyszłym tygodniu specyfikacja będzie gotowa i zacznie się klepanie kodu – ciekawe co z tego wyjdzie.
W drodze powrotnej w połowie drogi pomiędzy John St a Red River złapałem gumę więc resztę drogi wracałem pieszo.
Emily dzisiaj wyraziła skruchę że ostatnio się śmiała i powiedziała że nawet sobie kupiła książkę „ Ethics of Chritian Sexuality”.

Wednesday, October 29, 2003
 
Dzsisiaj rozgladalem się troche za praca jako wolontariusz, zapłaciłem za gazety w Chronicalu i popisałem program. Zrobiłem funkcje do rysowania schodów z czego jestem bardzo zadowolony.
Wieczorem Calgary rozwalilo Dallas, a po meczu zobaczyliśmy jeszcze reszte rzczy która jest na DVD z Cast Awayem.

Tuesday, October 28, 2003
 
Dzisiaj na zajęciach z computer graphics koleś powiedział że University of Calgary specjalizuje się w grafice komputerowej i oni tam mają osiem kursów podczas gdy w LU prowadzi się jeden bądź dwa. Rozdał dzisiaj kolejny assignemnet, to już jest czwarty a jeszcze nawet za pierwszy nie znam oceny. Na wykład wpadło dzisiaj 5 osób i było bardzo sennie.
Z rana jak roznosiłem gazety padał deszcz, później zaczęło sypać śniegiem. Popołudniu mocno wiało i opady śniegu się wzmogły. Teraz, jest już 23:00, za oknem jest już biało a śnieg ciągle pada.
Kupiliśmy dzisiaj pierwszą pizze i już ją zjedliśmy. Znaczy była to taka mrożona i była w promocji i drugą dostaliśmy gratis. W ogóle dobra rzecz że w safewayu niemal ciągle ceny jakiegoś mięsa są obniżane, przez to możemy sobie czasem coś droższego tanio kupić.
Wieczorem oglądaliśmy NHL Boston:Montreal 2:0 i Colorado: Calgary (jeszcze grają). Przed meczem było uroczyste zakończenie kariery Roy-a – bramkarza z Colorado uznanego za najlepszego bramkarza wszechczasów NHL.

Monday, October 27, 2003
 
Dzisiaj z rana padał śnieg i bardzo przyjemnie się roznosiło gazety na Downing St. Te domy tam są naprawdę bardzo ładne a zwłaszcza oświetlone wschodzącym słońcem. Udało mi się stracić rękawiczkę. Zorientowałem się koło numeru 247 więc wracałem do każdego domu w którym zostawiałem gazetę i takim sposobem zaszedłem do 205 czyli do pierwszego domu na ulicy... Udało mi się też wyczaić skrót który Maciek znalazł wiec dojazd stał się trochę krótszy. W szkole dalej szukaliśmy informacji w związku z ewentualnym wyjazdem do Calgary. Niestety już nie jest tak różowo jak było na początku bo ewentualne wydatki, które zakładaliśmy że mogą być, stają się coraz bardziej nieuniknione jeśli byśmy się zdecydowali (np. wyrobienie nowej wizy). Pani z international students office będzie się dowiadywać i przekaże nam wiecej szczegółowych informacji wkrótce. A pochodziliśmy sobie też dzisiaj po offcie-ach bo przesyłali nas z jednego do drugiego. Admission do Registratnion a potem do international student office. Na końcu ta z international chciala nas jeszcze znowu wysłać do registration...
Wieczorem usiadłem sobie w kuchni żeby poczytać trochę książkę do computer graphics. Zagadała ze mną Emily. W trakcie rozmowy okazało się że jesteśmy z Maćkiem Roman Catholics. Śmiała się z tego chyba jakąś dobre 5 minut, naprawdę bardzo ją to bawiło. Normalnie jesteśmy z Maćkiem dla niej jakimiś oszołomami, Roman Catholic świrami. Bo według niej R.C. są po prostu bardzo śmieszni. Potem jeszcze rozmawialiśmy jeszcze dosyć sporo i próbowałem jej odpowiedzieć na masę pytań. Musze przyznać że sobie nieźle poćwiczyłem angielski. Dlaczego Bóg jest facetem ? Dlaczego Bóg pozwala na to żeby ludzie cierpieli ? Po co nas stworzył ? Masa innych pytań, czasem bardzo podstawowych na które, no, nie łatwo odpowiedzieć. Zakończyło się na gejach a było już koło północy. Oczywiście spytałem się ją w co ona wierzy. Okazało się że wiarę sobie wymyślili ze znajomymi jakieś 8 lat temu. Według tego co mówiła to każdy człowiek ma za zadanie znaleźć cel dla którego jest na ziemi i jak się dowie to przestanie być człowiekiem i stanie się częścią wszechświata, czy jakoś tak.
Nawiązując do tematu, to widzieliśmy tu już w TV ogrom ekstremalnie idiotycznych programów. Wydawać się może że gorzej być już nie może. No i jeden z nich to był jakiś wykład kobiety chyba w jakimś kościele. W sensie że budynek pewnie kościołem żadnym nie był ale było to prawdopodobnie jakiś odłam z kościoła protestanckiego – trudno powiedzieć. Jakaś kobieta miała speech-a i strasznie się przy tym podniecała, tak jak niektórzy księża w Polsce (przykładowo proboszcz z Antoniego w Rybniku) tylko ze jeszcze bardziej. Ludzi na sali razem z razem z nią okazywali swoje emocje wstając z krzeseł podnosząc ręce, krzycząc itp. Wielu płakało. Kobieta pewno była bardzo inteligentna i potrafiła dyrygować tymi ludźmi jak chciała. W zasadzie trudno powiedzieć czy powinno się śmiać czy płakać jak się takie rzeczy widzi, w każdym bądź razie my się nie powstrzymaliśmy od śmiechu. Z tego co zrozumiałem to kobieta mówiła że trzeba wierzyć w Boga tak bardzo że aż się go będzie czuło. Będzie się go czuło na interview o prace. Przez to będzie się czuło pewnym na interview i dlatego dostanie się prace. Eh...
Aha no i chciałem tu jeszcze napisać o tolerancji, jako że naród Kanadyjski pewno uważa się za bardzo tolerancyjny. Prawdopodobnie toleruje się wiarę Indian , toleruje się homoseksualistów, ale ja jakoś się nie spotkałem z tolerancją do Roman Catholic-ów. Oczywiście nie chce tu uogólniać tej sprawy bo to by też nie było sprawiedliwe, ale chce powiedzieć że po prostu doświadczyłem takiej nietolerancji jakiej nigdy np. Polsce nie doświadczyłem. To chyba coś jednak znaczy.

Sunday, October 26, 2003
 
Obudziłem się o 6:00 i pojechałem roznosić moje gazety. Od dziś przez następne dwa tygodnie będę rozwoził gazety na dwóch rout-ach. Na Prescott-cie i na Downing (Bond, Bristol i Hilldale) . Ta druga to jest trasa w wypasionej okolicy. Domy są odwalone, garaże niekróte większe niż domy w naszej dzielnicy, a przed garażami po 2, 3 auta. Zanoszę gazety do tych bogaczy i chcąc niechcąc mam okazje zajrzeć sobie do środka domu. Po prostu pięknie. O wiele lepiej się czuje wracając z takiej ulicy niż z Prescotta gdzie przed domami płeno śmieci, brudno i brzydko. Niemniej jednak cała poranna zabawa z gazetami i ulotkami trwa 2 godziny. Robię dwa kursy, raz na każdą trasę. Biorę pełna torbę gazet, załadowuje plecak 60 litrowy ulotkami (na Prescott-cie do pełna), wsiadam na rower i hit-uje the road.
Później pospaliśmy sobie jeszcze trochę. Mieliśmy sporo zapasu czasowego bo wstaliśmy o zwyczajnej porze a zegarki przestawiliśmy o godzinę wcześniej.
Dzisiaj zgrałem sobie mp3ki z Herbie Hancock-eim i są niezłe.
Wieczorem Maciek skoczył do Block Bustera po Cast Awaya, także wieczorem sobie go zobaczyliśmy.

Saturday, October 25, 2003
 
Z rana pojechlem sobie poogladac Thunder Bay bo pogoda ku temu sprzyjala. Zabladzilem do Confederation College. Popoludniu zbieralismy kase za gazety i w sumie to dzisiaj zebralem dosc sporo kasy i bo nie zaplacilo mi tylko 10 osob. Potem pojechalem do ATACu, w ktorym teraz siedze, bo mialemnadzieje ze zalapie sie na film "Kandahar" czy jakos tak. Niestety filmu nie ma i nie wiem co jest grane - pewnie na plakacie wpisali zle dane... Niemniej jednak czeka mnie jeszcze teraz przejazdzka na rowerze do domu a na dworze "tanczy z mrozem biala zima". No biala to przesada ale czasme troche popruszy a temperatura to ja wiem... jakies -5... brrr...
Friday, October 24, 2003
 
Rano pojechałem do Safewaya po to żeby kupić proszek żeby móc zrobić ciasto. Padało nie wiadomo co - czy deszcz czy śnieg. Nieprzyjemnie. Rower traci zdolność hamowania podczas deszczu dlatego jazda staje się niebezpieczna. Raz już omal nie wylądowałem pod maską, ale na szczęście jechałem wystarczająco wolno żeby się zatrzymać. Ciasto zrobiliśmy ale jak się piekło to się wylało z foremki i zaczęło się fajczyć. Jak skończyłem piec ciasto to uświadomiłem sobie że nie poszedłem na spotkanie z ludźmi z Inżynierii Programowania. Eh...
Jak byliśmy w ATACu to szukaliśmy( w zasadzie Maciek bo ja robiłem swoją stronę) informacji na temat Calgary i wysłaliśmy jeszcze maila na uniwersytet w Calgary żeby zobaczyć jakie są warunki ewentualnego nas przyjęcia. Dostaliśmy też maila od Patryka, kuzyna Natalii, który mówi że praca w Calgary jest. Maciek trafił na stronie polskiej polonii. Są tam zabawne teksty typu: „Szukam osoby która otworzy sejf bez uszkadzania go” albo „Sprzedam pianino”, ale najlepsze jest „Poszukuje dziewczyny która pomoże mi zalegalizować pobyt w Kanadzie”.
Wieczorem byliśmy na grupie FOCUS ale dzisiaj omal tam nie zasnąłem. Przyjechali goście którzy zazwyczaj prowadzą te spotkania no i strasznie nudzili, Ian był tylko przez 2 tygodnie prowadzącym w zastępstwie.

Thursday, October 23, 2003
 
Kolejny dzień spędzony w znacznej części w ATAC-u. Kombinujemy nad wyjazdem do Calgary w zimę albo na wiosnę. Nawiązaliśmy dziś kontakt mailowy z kuzynem Natalii. Pomysł ten wydaje się coraz bardziej kuszący ze względu na brak sensownej pracy tutaj w Thunder Bay.
Zapomniałem napisać wczoraj o jednym szczególe. Mianowicie wyprowadziła się Michalle, dlatego pokój obok nas stoi pusty. Znikło parę rzeczy z kuchni a i także komputer który był wpięty do netu.

Wednesday, October 22, 2003
 
Dzisiaj chcieliśmy zostawić resume w AppleBee (czy jakoś tak). Na formularzach które nam dano trzeba było wpisać SIN, więc zrezygnowaliśmy...
Poza tym wieczorem zobaczyliśmy kolejny mecz Liści z Toronto i to chyba wszystko...

Tuesday, October 21, 2003
 
Zdropowałem dziś jeszcze jedno resume. Posiedziałem nad projektem z computer graphics i tak w zasadzie minął dzień. Maciek teraz jeszcze ogląda końcówkę meczu Boston – Colorado, a ja już nie potrafiłem na to patrzeć. Colorado przegrywa 4-1 w trzeciej tercji.
Monday, October 20, 2003
 
Rozegrałem dzisiaj już ostatni mecz w ramach wewnątrz szkolnej ligi. Tym razem wyjątkowo wygraliśmy. W ostatnich sekundach meczu strzeliłem jeszcze gola. Przebiegłem na chama pół boiska na szczęście połowę graczy z drużyny przeciwnej miałem już za sobą, wystarczyło wiec się dobrze rozpędzić wepchać piłkę do bramki (chciałem napisać siatki ale tam ich nie ma). Dzisiejszy mecz był to mecz najgorszych dwóch drużyn dlatego też cała hołota nie grała na jakichś ustalonych pozycjach ale raczej polegało to na tym że ekipa zbierała się wokół piłki i starali się jakoś tą piłkę przeturlać w swoją stronę. Podszedł za to dzisiaj do mnie koleś który pomaga trenować reprezentację uniwersytecką i powiedział że zbiera ludzi do swojej drużyny która będzie grała w wewnątrz szkolnych rozgrywkach indoor soccera. Tym razem zagram z ludźmi na poziomie tyle że musze poczekać do stycznia.
Dużo dziś czasu spędziliśmy w ATACU, ja robiąc projekt na zaliczenie z Computer graphics, a Maciek dalej dłubiąc przy swojej stronce. Toronto Przegrało z NY Ilanders 2-5, a Czerkawski strzelił dwa gole no i poza tym lała się krew na lodowisku – takie były bójki. Podoba mi się zachowanie sędziów ja dwóch gości się pierze. Goście w pasiakach odsuwają sprzęt który pięściarze muszą pierwej z siebie zdjąć. Wygląda to tak jakby sprzątali teren żeby czasem się nikt nie potknął.
Chciałem jeszcze napisać o wózkach ze supermarketów które walają się po naszej dzielnicy. Niektóre poprzewracane, zardzewiałe leża przez wiele dni w jednym miejscu. Już się przyzwyczaiłem ze jadąc do szkoły będę musiał mijać po drodze ze 3 wózki stojące na chodniku lub gdzieś z boku. Jak roznosiłem gazety to znalazłem miejsce, chyba cmentarzysko jakieś, gdzie wyrzuca się wózki. Leżą tam sobie w strumyczku i rdzewieją.
Byliśmy dzisiaj zrobić tzw. follow up-y, czyli re-aplikacje na pozycje na Campusie, w zasadzie tylko na Foot Patrol-a, bo do Outpostu jak się dowiedzieliśmy nie ma co.
Słuchałem dziś też rodzinę Poszepszyńskich – rewelacja.

Sunday, October 19, 2003
 
Resztkiem sił jeszcze postukam w klawiaturę bo już prawie śpie. Niedziela znów powiedziałbym standardowa.
Z rana chcieliśmy wypożyczyć z uczelni sprzet do baseballa ale nie mają. Może nie tyle my co raczej ja. Popoludniu zrobiłem zobie szkic budnku wydziału pielęgniarskiego czy czegoś takiego. Teraz sobie myśle że wybrałem najgorszy budynek na campusie na zajęciach z computer graphics – teraz go będę musial zamodeowac. Nie dość że jest brzydki to jeszcze strasznie zdziwaczały, pełno w nim różnych wypustek, dziur, dziwnych okien itd..
Zauważyliśmy też że starsze budynki mają bardzo mało okien. Rayan Building gdzie mam zajecia z computer graphics chyba w żadnej sali wykładowej nie ma okna. Z zewnątrz wyglada jak ogromny bunkier. Być może dlatego że mają tu zimno w zimie... Skoro jednak już jestem przy porach roku to przypomina mi się jednak reklama która mówi coś w ten sposób:” Niektórzy ludzie uważają że mamy pięć pór roku: Wiosna... Lato... Jesień... Zima i... Football. Kup bilety już dziś.... bla bla bla...” Zawsze mnie to rozbawia.
Saturday, October 18, 2003
 
Dzisiejszy dzień przesiedzieliśmy w ATAC-u. Dzisiaj zobaczyłem na internecie ile kosztują drukarki które tam stoją. W pokoju w którym byłem są dwie takie drukarki HP które kosztują około 17 000 zł każda. 30 metrowa rolka papieru do takiej drukarki kosztuje do 1 500 zł. Prawdopodobnie pokojów z takimi drukarkami jest więcej. Można sobie na nich drukować ogromne plakaty o fotograficznej jakości. Nic mi jednak nie wiadomo żeby były one udostępnione dla studentów, może tylko niektórych np. leśników.
Odwiedziłem dzisiaj Super Store chyba po miesięcznej przerwie. Włączono nam dzisiaj też telefon, bo chyba przez 3 dni był głuchy.
Friday, October 17, 2003
 
Dzisiaj żadnego resume nigdzie nie zostawialiśmy. Nikt jednak nie ma szans do nas zadzwonić nawet gdyby chcieli nas zaprosić na interview, czy coś. Nie mamy już telefony chyba od dwóch dni bo cos naprawiają.
Udało nam się dziś pozbierać trochę kasy od ludzi za gazety, jedna kobita wypisała mi nawet czek na 8.60$. Popołudniu zapłaciliśmy ta kasę w Chronicalu i nic nam nie zostało. To co teraz zbierzemy jest już nasze.
Popołudniu rozegraliśmy jeszcze jeden mecz piłki nożnej który tradycyjnie już przegraliśmy 3:0.
Wieczorem byliśmy na spotkaniu FOCUS-u. I studiowaliśmy biblie przez godzinę, kawałek o bogatym kolesiu który nie chciał rozdać majątku. Dowiedziałem się ze ucho igielne to jakieś wąskie przejście w murze - było to dla mnie nowością. Na spotkaniu poza nami był jeszcze Ian który prowadził spotkanie, bardzo zacny gościu i rodzeństwo z Brazyli. Po studiach gadaliśmy jeszcze chyba przez godzinę. Marcelo i Juliette, Brazylijczycy trochę nam opowiadali o sobie i o Brazyli. Mówili że aby dostać się na studia w Brazyli trzeba zdać jakiś kosmiczny egzamin. Egzamin ponoć jest z wszystkiego i niektórzy ludzi w Brazyli po skończeniu high school potrafią się 3 lata przygotowywać do tego egzaminu. Juliette mówiła że nawet ja się ma 98% to i tak można się nie dostać do wybranej uczelni. Niemniej jednak uczelnie państwowe są bezpłatne. Są też oczywiście prywatne uczelnie ale są strasznie drogie. Jak sobie tak myślę o tych uczelniach w Polsce to nie jest u nas tak źle bo egzaminy nie są za trudne, zwłaszcza jak się zdaje do wieczorówki, a poziom na bezpłatnych uczelniach państwowych jest przecież wysoki. Dowiedziałem się jeszcze ciekawych informacji dlatego dzisiejsze spotkanie bardzo mi się podobało.
Thursday, October 16, 2003
 
Zostawiliśmy 2 resume jedno w hotelu drugie w sklepie spożywczym. Kasę za gazety jeszcze wyciągamy od ludzi, ja dziś dostałem tylko z jednego domu a jeszcze trochę zostało...
Wieczorem oglądaliśmy świetny mecz New Jearsy – Toronto. Diabły zdołały zremisować na dwie sekundy przed końcem meczu.
Dzisiaj mija 25 rocznica wybrania Karola Wojtyly na papieża. Trzeba jednak przyznać że wiadomości niedobrze przedstawiają jego postać...
Wednesday, October 15, 2003
 
Maciek właśnie otworzył „Essays in Science” niejakiego Einsteina czyta. Leci przyjemna muzyka nadawana przez CBC Radio Two, a przed chwila skończyliśmy grać w wormsy.
Dzisiaj zostawiłem jeszcze jedno resume w jakimś fast foodzie.
Poszedłem też do jakiegoś polskiego stowarzyszenia w Thunder Bay. Spotkałem tam sekretarkę która akurat zamykała biuro. Dała mi ulotki i namiary na polską młodzież w Thunder Bay. Okazało się że mieszka niedaleko nas no i wracaliśmy razem. Trochę jej opowiedziałem o nas i że potrzebujemy pracy. Ona niestety twierdzi że tu w Thunder Bay nie ma pracy na czarno i że tu kiepsko z tym bo to małe miasteczko. W ogóle sprawiała wrażenie że nie jest zadowolona że tu mieszka. Powiedziała że być może będzie dla nas praca w szatni, jeśli jakieś spotkania będą organizowane w Polish Hall.
Zdaje się że stawiają, bardzo blisko naszego domu, konstrukcje na lodowisko. Prawdopodobnie będzie można sobie w zimę pojeździć za darmo.
Tuesday, October 14, 2003
 
Zakupiłem dzisiaj spodnie do hokeja za 12 zł. Popołudniu znowu zbierałem kasę od ludzi za gazety i zapłaciły mi tylko 3 osoby a zostało jeszcze chyba z osiem. Strasznie mnie to denerwuje jak ludzie mnie po raz kolejny odsyłają żebym przyszedł za tydzień... Rano, razem z gazetami dostaliśmy bill-e do zapłacenia. Chronical to się nieźle urządził, paperboy-e to muszą tu sporo robić: roznosić gazety i ulotki, zbierać kasę, zgłaszać nowe zamówienia, cancel-ować zamówienia. Właśnie sobie wyliczyłem że za jedną ulotkę dostaje 6 centów. Tak, to jest chyba dobra definicja słowa „nic”. Nie pól litra na dwóch, a 6 centów za ulotkę.
Monday, October 13, 2003
 
Spotkała nas miła niespodzianka z samego rana ponieważ nie było gazet przed naszym domem. Dlatego też spokojnie mogliśmy się położyć i spać dalej. Dzisiaj Thankgiving dlatego też u nas w domu nikogo nie było, obie gdzieś wybyły. My natomiast zamiast indyka wcięliśmy pierogi. Wieczorem zobaczyliśmy mecz Toronto vs. Waszyngton (2:2 po dogrywce). Mistrz kuchni upiekł pyszne ciasto, którego połowa została jeszcze na jutro.
Sunday, October 12, 2003
 
Gdy rano jechaliśmy do szkoły nasz dyskurs traktował o ozdobach które ludzie wywieszają z okazji zbliżającego się Halołin. Wywieszają przeróżne badziewie, dmuchane dynie, czarownice wypchane słomą, paskudne pająki, plastikowe szkielety, nylonowe worki z nadrukiem jakichś szkaradziejstw - słowem tania tandeta. Są jednakże domy gdzie symbolicznie wywiesza się jedną czarownice na miotle, stawia się dwie dynie w ogródku – to jeszcze można znieść. Maciek ujął to mówiąc że niektórzy mają np. postawioną „gustowną czachę” w ogródku...
Niektórzy prawdopodobnie jednak mają syf przed domem ot tak bez powodu, np. worki z wysypującymi się śmieciami, stos kartonów. W zasadzie jest mi to obojętne, bo czemu miał bym się ja tym przejmować ? Niemniej jednak czasem trzeba uprawiać ekwilibrystykę aby wrzucić ulotkę do skrzynki tak aby nie wdepnąć dolną kończyna w jakieś łajno.
Z rana zadzwoniła do mnie rodzina z urodzinowymi życzeniami z Rybnika i z Wroclawia. Niestety połączenie z Wrocławiem nie należało do full duplex, dlatego też nie było mi dane porozmawiać, jedynie sobie posłuchałem życzeń.
Wedle zwyczaju pojechaliśmy do Avila Chapel na msze, ale okazało się że dzisiaj mają tam nieczynne. W zamian posiedzieliśmy na necie gdzie udało mi się na dwumonitorowym sprzęcie odebrać maile z życzeniami.
Wieczorem poszliśmy na indoor impreze – Thanksgiving. Tak na prawdę to Thanksgiving jest jutro ale dziś ciocia nas zaprosiła na obiad. Był tam jeszcze Bill – znajomy, oraz jej syn – Henry, którego wcześniej nie znaliśmy. Ten uroczysty obiad wcale nie był taki uroczysty jak się spodziewaliśmy. Dostaliśmy jedzenie na talerze i każdy usiadł w swoim fotelu i wcinał. Nie było wspólnego stołu – szok. Przeprowadziliśmy tzw. small talk z ciocią, panem Billem i Henrym. Trochę sztywno, ale da się przeżyć...

Saturday, October 11, 2003
 
Pojechaliśmy dzisiaj na rowerach do Centinal Parku (chyba tak to się nazywalo). Drogi w lesie przygotowane dla cyklistow, narciarzy itd. Nie ma co mają tu ładnie. Niedaleko jest ten park od naszego domu, zajechalismy tam w jakies 20 minut. W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze na lodowisko które akurat mijaliśmy. Akurat był trening hokeja. Zostaliśmy na chwilke i popatrzeliśmy. Mali chlopcy tam byli ale już nieźle wymiatali...
Po obiedzie który tradycyjnie zjedliśmy około 17:00 poszliśmy roznosić ulotki i dalej zbierać kase od ludzi. Mnie nadal 13 osob nie zaplacilo... Na samym końcu jeszcze przyszła ulewa i chyba do teraz pada a jest już pnierawie 1:00. Pisze sobie tak późno bo przed chwilą dopiero przestaliśmy ogladać „Dwie Wieże” na DVD. Mieliśmy do tego upieczone przez mistrza kuchni muffiny z „Select Colą” z Safewaya (za jedyne 98c/2l) – pycha.
Maciek jutro(dzisiaj) wstaje o 5:30 bo doszła nam nowa trasa. Będziemy się zmieniać co dwa tygodnie tak że raz ktoś będzie miał 2 trasy a innym razem tylko jedną.

Friday, October 10, 2003
 
Zbieraliśmy dzisiaj kasę za gazety. To jest tak że raz na dwa tygodnie musimy jeszcze raz dodatkowo się przejść. Niektórzy mają zapłacone bezpośrednio do banku a od niektórych trzeba się jeszcze raz pofatygować. Wyobrażałem to sobie że przejdę się i może dwóch trzech osób nie będzie i zapłacą mi kiedy indziej a od reszty kasę będzie dziś już miał w ręce. Okazało się inaczej. Z sześć osób mi zapłaciło a reszta powiedziała że jutro albo jeszcze później. Nie podoba mi się to.
Miałem też inne wyobrażenie o tych mieszkaniach. Jak tak się rano idzie to się nie zauważa tak tego syfu dookoła. Prawie przed każdym domem jakieś rozwalone zabawki, czy puszki po piwie albo jakieś inne śmieci. Jak tak sobie zerkałem do środka to też tam mają niezły bajzel... Czasem otwierali dorośli ludzie i mówili że nie ma rodziców i nie ma kto zapłacić. To co, rodzice maja kasę w jakimś sejfie?? Jeszcze lepiej jak otwiera gościu i mówi że nie ma kasy bo nie ma żony....
Te ulice inaczej wyglądają o 6:30 rano...
Thursday, October 09, 2003
 
Dzisiaj zamówiłem u Rozdobudki kolejna trasę z gazetami. Niestety była tylko jedna wolna, tak więc będziemy z Maćkiem mieć po 1,5 każdy a nie jak przewidywaliśmy 2,5. W niedziele zaczynamy z nową trasą. Okazało się też dzisiaj że nie mogę brać udziału programie Co-op bo nie jestem full-time. Szkoda... Pan Leo Oja nie zadzwonił ani nie za e-mailował, więc jutro będę się z nim musiał skontaktować. Aha dzisiaj leciał słynny odcinek Seinfielda o „Natzi-soup”, widziałem końcówkę.
Na zajęciach z computer graphics koleś przedstawił nam nasze zadanie – „mid-term project”. Każdy z nas ma do zrobienia po jednym budynku z campusu. Trzeba go zaprezentować w OpenGL-u. Ja jeszcze sobie nie wybrałem budynku, będę musiał poszukać jakiegoś małego i najlepiej bez drzwi i okien i z prostym dachem...
Wednesday, October 08, 2003
 
Dzisiaj przyszła do mnie paczka od Klary, ale jeszcze jej nie otwieram...
Grałem dziś kolejny już mecz z moją drużyna. Wedle zwyczaju przegraliśmy. Dziś 5:2. Ponad polowa sezonu już za nami a w drużynie ciągle pojawiają się nowe twarze... Graliśmy przeciwko bardzo zgranej drużynie która składała się z jakichś arabów. O jednym gościu powiedziałbym że wyglądał na Włocha, ale reszta komunikowała się jakimś strasznie dziwnym językiem. Miałem wrażenie że ci goście się permanentnie bluzgają, ale to chyba ten ich język takie wrażenie sprawiał. Ponoć oni sporo ze sobą grywają. Dało się to łatwo zauważyć po świetnych dograniach i spójnych całych akcjach.
Jak wróciłem do domu to rozniosłem swoją część ulotek i zobaczyłem pierwszy mecz NHL. Dallas Stars vs. Mighty Ducks. Hokej to jest to!
Tuesday, October 07, 2003
 
Dzisiaj udało mi się trochę popracować na dwumonitorowych komputerach. Dziwnie to wygląda, ale jest bardzo użyteczne.
Zakupem dnia bezwzględnie są korki Adidasa. Kupiłem je w Salvation Army za jedyne 0,79 centów. Trochę mnie ocierają, ale może to się wyrobi. Jutro gram mecz dlatego się z nich ogromnie cieszę. Nie raz bywało tak że traciłem piłkę albo nie mogłem dobrze bronić, bo się na trawie ślizgałem.
Widziałem po raz pierwszy tutaj stłuczkę samochodową. Po za tym bardzo się ociepliło i myślę że temperatury są w okolicach 18C.

Monday, October 06, 2003
 
Dzisiejszy dzień bardzo podobny do wczorajszego. Czekaliśmy na telefon od pana Rosdobudki ( gościu od gazet) ponieważ Maciek wczoraj zostawił mu wczoraj wiadomość iż jesteśmy zainteresowani jeszcze trzema następnymi trasami. Niedoczekaliśmy się jednak, wiec zadzwonimy do niego jutro. W ATACU Maciek znalazł jedno laboratorium gdzie do każdego komputera są podłączone dwa monitory. Daje to większe pole widzenia, a nie 2 te samy obrazy – bajer. Byłem też się pytać jak wygląda praca na Co-op term. Miałem nadzieje że jeśli by mnie mógł pan Leo Oja zatrudnić to może udało by mi się to właśnie przez ten program. Jednak jest to o wiele bardziej sformalizowana procedura niż myślałem. W dodatku płaci się za to 630$ za semestr. W ogóle programy nauczania są tak zorganizowane że w wytyczonych semestrach na poszczególnych latach jest obowiązkowy lub opcjonalny semestr co-op. Wyliczyłem że na moim programie po skończeniu studiów student ma już jedno lub jeśli się postara dwu roczna praktykę za sobą. Za praktyki płaci się za semestr ale można też oczywiście na tym zarobić. Może okaże się że będę mógł w przyszłym semestrze wziąć taka praktykę...
Grałem dziś drugi mecz z moją drużyna i udało nam się zremisować, w środę następny...

Sunday, October 05, 2003
 
Dziś dzień minął szybko, bo przed monitorem. Każdy z nas wziął się za stronę internetową.
Obiad pyszny : żurek z chlebem. Poza tym że trochę pojeździliśmy na rowerach po mieście to nic szczególnego się nie działo. Aha mamy syf w mieszkaniu po wczorajszej imprezie...
Wieczorem jeszcze partyjka wormsow...

Saturday, October 04, 2003
 
Z rana poszedłem do „Mentor Computers”. Umówiłem się tam na spotkanie z Leo Oja-ą. Wziął moje resume i do poniedziałku powinien się dowiedzieć czy mogę pracować legalnie. Mówił też że jego szwagier potrzebuje pracownika. Mam nadzieje że coś z tego wyniknie, był bardzo życzliwy i konkretny. Mówił też że na uczelnie chodził z Polakiem który jak przyjechał do Kanady na studia w ogóle nie umiał mówić po Angielsku i że jakoś prawdopodobnie dorabiał na lewo. Jeśli praca legalna nie wypali obiecał że pomoże znaleźć coś innego, mówił też że tak tu też niektórzy pracodawcy tak zatrudniają.
Potem byłem w Safeway-u na zakupach i kupiłem miedzy innymi marchewkę, bo strasznie tu mało warzyw jemy.
Resztę dnia przesiedziałem robiąc stronę www. Leo powiedział że warto coś takiego mieć, żeby móc zaprezentować się na sieci.
Wieczorem była parapetówa. Naschodziło się sporo ludzi, których jeszcze nie znalem. Tutaj jednak było nam o wiele trudniej się włączyć do rozmowy niż wczoraj przy rozmowie z internationalami. Poza tym sam tematy rozmowy nie były najwyższego lotu.
Ta (oczywiście niereprezantatywna) grupa ludzi z jaką się spotkaliśmy wydaje się być bardzo podatna na manipulacje. Brak własnych zainteresowań, stosunkowo wysoki standard życia przy pracy nie wymagającej dużych kwalifikacji i odpowiedzialności, panosząca się „tolerancja” różnego rodzaju. Fikcja miesza się z rzeczywistością – Terminator ma szanse zostać gubernatorem.
Ciągle muszę się wystrzegać uogólnień. Wszystkim osobą z zewnątrz łatwo wpaść w tą pułapkę...

Friday, October 03, 2003
 
Dziś odbyło się kolejne spotkanie grupy z inżynierii programowania, powoli posuwamy się do przodu. Ja robię specyfikacje klas i mam już połowe. Cieszę się że mogę współpracować z Kanadyjczykami, choć czasem nie jest to łatwe bo po prostu nie rozumiem co oni do mnie mówią. Niemniej jednak dogadujemy się.
Popołudniu poszedłem zagrać w piłkę nożna. Są to mecze organizowane przez Biuro rekreacji na campusie. Jest to taka mała liga i chyba mamy jeszcze ze 4 mecze do rozegrania. Ja grałem tylko raz, choć drużyna już dwa. Dwa razy już też przegrała. Można by było nawet powiedzieć że dziś przegraliśmy przeze mnie.W ostatnich minutach meczu podałem kolesiowi z przeciwnej drużyny piłkę niedaleko pola karnego. A bramkarza mieliśmy niezłego. Trzeba mu było co chwila przypominać: „Use your hands!”. Koleś rzeczywiście sprawiał wrażenie że o tym zapominał, a jestem pewien że nigdy wcześniej nie stał na bramce. Drużyna moja jest mocno mieszana, mamy około 5 azjatów, 5 Kanadyjczyków, jest i Brazylijczyk - Marcelo, no i ja. Marcelo świetnie drybluje. Oni to chyba maja we krwi. Widać że jest dumny z tego że jest z Brazylii jeśli chodzi o piłkę nożna. Poza tym studiuje filozofie no i jest ciekawym gościem. Spotykam go też na tej grupie FOCUS dlatego znam się z nim już trochę lepiej.
Wieczorem poszliśmy z Maćkiem na tą grupę. Przyjechał do nas do Agory ( centralnego miejsca na campusie) Ian. Był on gospodarzem. Zaprosił naszą grupę do siebie do domu. Dom ma bardzo ładny, nad rzeką, troszkę na uboczu. U niego w domu było już parę ludzi. Jedna z Singapuru, dwie ze Sri Lanki, dwie z Brazyli. Ian jest gościem koło piędziesiątki i dzisiaj poprowadził analizę jednego wersu z biblii – Rom.6 23. O tym wersie rozmawialiśmy chyba z 45 min. Wcześniej jednak przygotowaliśmy wspólnie apple pie. Poznaliśmy też jego syna Tod-a, który gra jazz na pianinie. Nie słyszałem go, ale tylko z tego co mówił można wywnioskować że ma sporą wiedze na ten temat. Potem przyszedł do niego kolega z gitarą Gibson – pewnie sobie razem ćwiczą. Na końcu zjedliśmy pyszne apple pie z lodami. Było to bardzo dobre – najlepszy podwieczorek od miesiąca – tak to już równo miesiąc! Sama dyskusja na temat tego wersu z biblii też była na dosyć wysokim poziomie, mimo że paru osobą sprawiało trudność wyrażenie swoich myśli – między innymi nam.

Thursday, October 02, 2003
 
Na pytanie co się dzisiaj stało Maciek ma dwie odpowiedzi: ”Moja strona została improved” i „Radek dzisiaj wyjątkowo nie zrobił nic głupiego”. Tak też można podsumować dzisiejszy dzień...Ale, ja bym powiedział że dzisiejszy dzień wpisał się innym wydarzeniem do kalendarza. Bynajmniej nie tym że dziś miały miejsce wybory w Ontario, ani też tym że przegrałem z Maćkiem w wormsy po raz drugi w ogóle (ale dzisiaj to mnie Zeus wykończył a nie Maciek). Tak dzisiejszego dnia miałem chyba najwięcej na głowie, najwięcej kasy na głowie. 1000$ na głowie. W zasadzie były to okulary za 1000$. A było to tak że na kursie grafiki komputerowej gościu zabrał nas do ATAC-u na piąte piętro do pokoju 5040. A tam znajdował się półokrągły ekran, trzy ogromne projektory i sporo innej elektroniki. Prezentacje były bardzo efektowne. Oglądaliśmy zdjęcie Thunder Bay zrobione z dużej wysokości , dzielnice NY. Pokazano nam też zamodelowany park narodowy gdzieś w USA. Na koniec krótkiej prezentacji facet rozdał okulary (te za 1000$) i pokazał jakąś czaszkę i jeszcze coś ( ja tego nie widziałem bo nie starczyło okularów). Widziałem tylko dwa nakładające się na siebie obrazy. Tłumaczył nam to tak że z częstotliwością 600 Hz wyświetlane są na przemian dwa obrazy jeden na lewe drugi na prawe oko. Nie wiem jakie dokładnie zadanie mają te okulary, które dane było mi założyć podczas gdy koleś przy konsoli zapodał samolot na ekran. To na prawdę robiło wrażenie obiektu 3D. Niesamowicie realne. Potem wjechał nam tym samolotem do głów. Pokój strasznie wypchany elektroniką, aż strach pomyśleć ile tam jest kasy skoro same okulary kosztowały ich 10 000$. Gościu z wykładów obiecał że projekt jaki będziemy robić na koniec zajęć spróbuje uruchomić na tym komputerze i może uda nam się pochodzić w 3D wirtualnej rzeczywistości. Mam taką nadzieje...
Wednesday, October 01, 2003
 
Zbliża się północ. Opycham się Nachosami i rodzynkami które kupujemy s Super Storze (wychodzą bardzo tanio). Sting obchodzi dziś 52 urodziny, no i Kydryński strasznie dużo o nim opowiadał. W Polsce była już druga w nocy, a ja mogłem sobie odsłuchać ta audycje o 20:00.
Nie pisałem chyba jeszcze o Scooby-Doo. W naszym domu je go pełno i to wszędzie. W pokoju, łazience, kuchni... Emily, która jest właścicielką domu, poza tym że posiada sporą kolekcje odcinków i kreskówki, i filmu Scooby-Doo to jest również szczęśliwą posiadaczka szczotki do zębów Scooby-Doo. Nie tylko szczotki, lecz także podstawki na mydło Scooby-Doo, pojemnika na szczotki Scooby-Doo, butelki z dozerem mydła Scooby-Doo, dywanika Scooby-Doo, kalendarza Scooby-Doo, plannera Scooby-Doo oraz lampki „I love you Scooby-Doo”. Pójdę się rozejrzeć , ale chyba wymieniłem już wszystko...A nie! Zapomniałbym o kubku Scooby-Doo, zasłonie do prysznica Scooby-Doo, czepku do kąpieli Scooby-Doo, poduszce Scooby-Doo, oraz jeszcze dwóch maskotkach Scooby-Doo. Nadmienię tylko że nie wchodziłem jeszcze do jej pokoju...
Maciek planował założyć kontr obóz Bugs Bunny...
Dziś odpisał pan Leo Oja i prawdopodobnie spotkam się z nim w sobotę, niestety potrzebuje tylko jedną osobę. Niestety i stety bo w takim razie to oznacza że rzeczywiście kogoś po coś potrzebuje...
Dzisiaj rozniosłem swoją część ulotek więc jutro rano będę miał już tylko gazety. Takie ilości ulotek jednak są ciężkie... Mam też na spisie dwa domy które nie istnieją. Po prostu dwie ulotki zostawiam dla siebie, a pewnie za to dostane kasę.
Byłem też dzisiaj na spotkaniu „Essey writing worksohp”. Parę nowości się dowiedziałem. Np. lepiej używać active voice, niż passive voice. Liczby powyżej dziesięciu się pisze, chyba że są to daty, lub numery domów itp.. Zajęcia były darmowe i mógł każdy przyjść i posłuchać.
Zanieśliśmy też resume na stację benzynową i do sklepu.
Aha, jeszcze plastry Scooby-Doo i żabki do zasłony do prysznica Scooby-Doo....


Powered by Blogger