Kanada 2003/2004
Saturday, January 31, 2004
Około 12:00 pojechałem do cioci bo pod jej adres przyszedł do mnie list. Był to list z governamentu i w końcu dostałem moje długo wyczekiwane study permit. Od dziś mogę studiować w B.C. – pięknie. Na szczęście z całego tego biegania za papierami potrzebnymi do odnowienia tego study permit jest jakiś pożytek ponieważ przedłużyli mi to do 20 września. Ciocia poczęstowała mnie obiadem i trochę razem pooglądaliśmy kręgle. Potem pojechałem do szkoły gdzie był już Maciek. Poszliśmy razem do Offica Juda. Trudno nam było trafić do niego bo przez długi czas nie potrafiliśmy nawet zlokalizować schodów. Jude pokazał nam jak i nad czym pracuje. Z tego co zrozumiałem to pisał program do symulacji stanów nieustalonych. Jego praca będzie częścią publikacji jego profesora, który przedstawi ją na jakieś ważnej konferencji w maju w Toronto.
Po powrocie do domu upiekłem ciasto które chyba trzeba będzie wyrzucić, bo jest po prostu niedobre. Maciek zakupił Salmona i dobre mięso, więc wieczorem zjedliśmy dobrą kolacje.
Przed zaśnięciem jeszcze dyskutowaliśmy jeszcze trochę nad znamiennymi słowami Shermana „Per era and per area”...
Friday, January 30, 2004
Maciek na jednym z turniejów spotkał Artura. Do Kanady przyjechał on już kilka lat temu. Studiuje również na uniwersytecie. Mówi że poza nim jest tu jeszcze kilku gości. Dzisiaj po FOCUSie pojechaliśmy spotkać się z nimi w Irish pubie. Oni sobie organizują takie spotkania raz na tydzień albo na dwa tygodnie. Byłem zaskoczony bo byli zupełnie na bieżąco z tym co się dzieje w Polsce. Z pubu pojechaliśmy do Dominika do domu gdzie posiedzieliśmy jeszcze trochę gadając i słuchając IRA. Czułem się jakbym był w Polsce. Trochę też opowiadali o polonii w dużych miastach jak Chicago. Można tam przeżyć nie znając angielskiego ale za to można usłyszeć takie zdania :”Zobacz tam przez window czy mój car stoi jeszcze na korneże”. Ciekawe musi być takie życie polonii...
Thursday, January 29, 2004
Dzisiaj dużo się najeździliśmy na rowerach. Pojechaliśmy do banku of Toronto żeby odebrać kasę którą wisiał nam Chronical. Co dwa tygodnie odejmowali nam tzw. Bond contribution. Dzisiaj je sobie odebraliśmy. Wydaliśmy je też dzisiaj na opłaty za gaz i wodę. Ja potem pojechałem jeszcze do Searsa i Canadian Tire, a Maciek do szkoły. Udało mi się w końcu zakupić żarówkę typu ‘S’ (z rozpędu kupiłem od razu dwie).
Po drodze do banku wstąpiliśmy też do sklepu z używanymi książkami. Korzystając z okazji kupiłem sobie za 2,50 $ ‘The Grapes of Warth’.
Wieczorem Maciek wygłosił swoje poglądy na temat spinacza w Wordzie. Zupełnie się z nim zgadzam w tym względzie. Podobnie z resztą wykładowca Maćka, który ponoć ostatnio na wykładzie omówił kilka sposobów jego zwalczania. Zdaje się jest to dobry temat żeby napisać o tym jakąś prace naukową czy coś...
Tuesday, January 27, 2004
Na 12:00 pojechałem do szkolnej biblioteki na spotkanie z ludźmi z którymi robię projekt. Nikogo tam nie spotkałem, chociaż później okazało się że Gini tam była.
Jakiś czas temu napisałem maila do Gift Foundation z prośbą żeby przesłali mi płyty z wykładami Westa i dzisiaj dostałem potwierdzenie że są już w drodze. Mam zamiar pokazać kilka fragmentów tych wykładów ekipie z FOCUSa.
Popołudniu oddałem niektóre płyty i filmy do biblioteki i przy okazji poszedłem do Zellersa. Zdaje się że przez pół godziny szukałem żarówki typu ‘S’, z resztą bezskutecznie. Pani ekspedientka po raz pierwszy słyszała o takim typie.
Na obiad zjadłem resztę wczorajszego spaghetti i taki najedzony poszedłem słuchać ‘Crossing the Threshold of Hope’. Wypożyczyłem sobie jakiś czas temu tę książkę w wersji audio. Słuchanie fajny sposób na ‘czytanie’ książek.
Późnym wieczorem gdy Maciek już wrócił ze szkoły zobaczyliśmy sobie ‘The Untouchables’.
Monday, January 26, 2004
Dzisiaj znowu zasiedziałem się w szkole, ale to miedzy innym dlatego że mogłem sobie dziś sporo pogadać przez mikrofon z Polską. Wieczorem gdy wracałem leżała nowa warstwa śniegu i beznadziejnie się jechało. Wstąpiłem jeszcze do Safewaya po 3 chleby, dwa kawałki kiełbasy i pizza pockety. Gdy przyjechałem do domu napchałem się spaghetti i zacząłem oglądać film o na temat ewolucji. Trochę później przyjechał Maciek i razem zobaczyliśmy ten film. Dostaliśmy go od Iana, ze względu na krótki dyskurs który miał miejsce wczoraj właśnie na temat ewolucji.
Sunday, January 25, 2004
Na 9:00 pojechałem na uniwersytet pograć w indoor soccera. Było –30C. Mecz był udany chociaż skończyło się remisem 3:3. Udał mi się strzelić wszystkie trzy gole dla mojej drużyny, choć przy ostatnim po prostu naparzyłem w piłkę z kapy.
Ugotowałem dzisiaj pierwszy raz w życiu prawdziwy rosół. Maciek powiedział nawet że niezły.
Popołudniu pojechaliśmy do Pentenych. Maciek zostawił Todowi płytę RW więc może nagra nam parę swoich utworów. Oglądaliśmy też kolejny wykład Shermana (?). Dostaliśmy też pudełeczko ciasteczek i kasetę na temat teorii Drwina. Spotkania u Petenych są bardzo fajne bo rozmowa jest na wyższym poziomie niż na FOCUSie i Coline zawsze piecze dla nas jakieś dobre ciastko.
Dzisiaj zaskoczyło nas bardzo ich sposób postrzegania muzułamów. Chyba nie mają o nich najlepszego zdania, co nam z kolei też się nie podobało. Może warto będzie podjął w przyszłości z nimi ten temat.
Wieczorem dokończyłem oglądać film z Bjork. Później Maciek oglądał Twierdze a ja pisałem dziennik i kątem oka zerkałem na film.
Saturday, January 24, 2004
Maciek pojechał na turniej szachowy. Ja pojechałem do szkoły. Udało mi się pogadać z Frankiem a potem z mamą przez Skypea. Program który umożliwia rozmowę przez mikrofony. Jakość jest bardzo dobra i jest to bardzo wygodne. Klapanie w klawiaturę przez gg chyba szybko przejdzie do historii.
Później pisałem program w Visual Basicu do ustawiania konfiguracji programu do wizualizacji samoorganizującej się mapy. Maciek też przyjechał do ATACU. W turnieju zajął drugie miejsce.
Friday, January 23, 2004
Dzisiaj w szkole po zajęciach znowu popracowałem trochę nad moim programem do wizualizacji samoorganizującej się mapy. Dopisuje dodatkowy program do konfiguracji tego pierwszego.
Dosyć wcześnie wróciłem do domu. Maciek w tym czasie zdążył odebrać paczkę z poczty i okazało się że była to jego paczka na święta. W zasadzie to całkiem fajnie bo z tego powodu mamy spory zapas maszketów.
Popołudniu państwo Millerowie zawieźli nas na uniwersytet, na spotkanie FOCUSa. Zgodnie ze zwyczajem Clifton przynudzał. Po ‘wykładzie’, jak zwykle mieliśmy czas żeby poczatować. Maciek uczył Marcelo powiedzieć 'Chmieliński'. Marcelo miał problemy z ‘ch’ i gdy tak sobie ćwiczył powiedział nam że to mu przypomina odgłos jaki wydawał jego wąż gdy był zdenerwowany. Okazuje się że Marcelo, gdy mieszkał w Brazylii miał 3 węże w mieszkaniu – nawet te jadowite. Niektóre dostał od ludzi z plemion gdzie jego rodzice są misjonarzami. Sporo opowiadał o tych wężach w Brazylii. Słyszał opowiadanie od starszych tamtejszych Indian że gdy szli na polowanie na małpy, w pewnym momencie przeszli nad zwalonym pniem drzewa. Potem sobie na niego usiedli i ów pień zaczął się ruszać. Był to ogromny wąż boa, który, z tego co Marcelo pokazywał był wysoki po kolana. Innym razem mówił że do jakiejś bazy wojskowej w dżungli Amazońskiej pełzł 40 metrowy, 4 tonowy wąż boa. Mury na które się wczołgiwał zawalały się pod jego ciężarem. Pokazywał też jak on chwyta węże (te mniejsze) i jak robią to profesjonaliści. Mówił że gdy raz płyną łódką w dżungli próbował złapać węża który siedział na gałęzi w wodzie. Nie udało mu się to jednak bo wąż uciekł pod wodę. Wszystkie opowieści, są fascynujące zwłaszcza że opowiada to bez żadnych emocji. Tak jak ja bym mógł opowiadać na przykład o łapaniu traszek. Bierzesz słoik idziesz nad strumyk i łapiesz. Podobnie on, idziesz do dżungli i łapiesz węża – proste. Nie umiem jednak sobie wyobrazić tego 4 tonowego węża boa.
Na dzisiejszym FOCUSie był mało Chińczyków bo teraz obchodzą swój nowy rok.
Thursday, January 22, 2004
Poza tym że byłem dziś w molu to nie ruszałem się nigdzie z domu, Maciek natomiast pojechał na uczelnie. Gdy wrócił zobaczyliśmy sobie Foresta. Poza tym udało mi się dzisiaj skończył ‘Zderzenie Cywilizacji’ Huntingtona.
Wednesday, January 21, 2004
Dzisiaj na zajęciach nie było źle. Wyklarowało nam się bardziej co mamy robić i okazuje się że na początku zakładaliśmy że mamy o wiele więcej roboty.
Udało mi się na Studio .NET uruchomić program który wczoraj napisałem w domu. Trochę go jeszcze polepszyłem, w sensie że dodałem parę opcji.
Wieczorem zobaczyliśmy ‘The Train Robbers’ z Johnem Waynem. Trochę więcej się strzelali niż w ostatnim westernie który oglądaliśmy, więc dało się jeszcze patrzeć.
Punktem kulminacyjnym dnia był zakup roweru w Zellersie. Procedura ta przebiegła dosyć ordynarnie. Sprawdziłem cenę, wyjąłem rower ze stojaka i poszedłem do kasy. To tak jak bym kupował np. majonez (tylko że te nie stoją w stojakach na rowery). Oczywiście sprawdziłem przerzutki i hamulce. Brakowało mi jednak jakiegoś mechanika, z rękami brudnymi od smaru, w podartych spodniach, flanelowej koszuli który by opowiadał o wytrzymałości ramy, wadze roweru i sprawności przerzutek itd.. Zamiast tego była ekspedientka która nawet nie wiedziała jak ten rower ze stojaka wyjąć. W każdym bądź razie rower już jest nasz.
Tuesday, January 20, 2004
Właśnie przed chwilą skończyliśm oglądać The Insider z Al Pacinem i Russelem Crowem. Jest 20 minut po północy.
Na 12:00 poszedłem na spotkanie z ludzmi z którymi robie advanced project. Przyszedł tylko ten Chińczyk. Na razie doszliśmy do wniosku że mało wiemy i że dodatkowo ciężko się nam ze sobą komuniuje. Poza tym że wiemy jak algorytm SOM działa, nie wiemy jak obliczać odległości pomiędzy proteinami i jak zrobić labeling. Troche na ślepo ustaliliśmy input do naszego programu, ale wydaje się być on dosyć dobrym początkiem. Na ostatnich zajęciach pan Benson powiedział że każdy team ma ustalić input jaki chce otrzymać do swojego programu.
Gdy wróciłem do domu udało mi się troche zmodyfikować program który napisałem 2 dni temu i teraz on świetnie wizualizuje proces samoorganizacji mapy. Jest to zrobione w OpenGLu i wygląda całkiem fajnie. Wczoraj probowałem to samo zrobić w szkole na Studio .NET, ale nie udało mi się. Wszystko co pisze w domu jest robione na starym Borland Builderze 3.1 i migracja z jednego IDE do drugiego jest bardzo nieprzyjemna.
W kuchni nadal jemy na stojąco, a pokoju krzesła ni ma. Zapadała dzisaj decyzja o zakupie nowego roweru.
Monday, January 19, 2004
Godzina 1:06, siedzę na materacu Maćka i piszę. Z głośników rozbrzmiewa ‘My’ Myslovitza które dzisiaj ściągnęliśmy z netu.
Godzina 1:07 wchodzi Maciek z talerzem z dwoma kanapkami z dżemem i herbatą w swoim dużym metalowym kubku :’Co jest kurde!? Chce się położyć spać!’.
Dzisiaj zaraz przed wyjściem do szkoły zadzwoniła Mery Lou i powiedziała że dzisiaj kluby z LU prezentują się w Agorze. Jude zorganizował stół, album zdjęć i jakieś ulotki. Potrzebował tylko osób które by przy tym stole siedziały.
Na zajęciach z AP trochę się mi wyklarowało co mamy robić. Niestety nie współpracuje mi się dobrze z tym Chińczykiem z którym jestem w grupie. Ale zobaczymy jak to się skończy. Po zajęciach poszliśmy z Maćkiem do Agory. Zastaliśmy tam Juda i Marcelo których zmieniliśmy. Siedzieliśmy tam do 15:40. W międzyczasie przypadkowo przyszła też tam jedna Chinka która należy do grupy FOCUS a z którą nie poznaliśmy się bliżej. Skończyło się na tym że zamiast reklamować naszą grupę gadaliśmy przy tym stole.
Godzina 1:18 Maciek skończył jeść kanapki i patrzy na mnie mętnym wzrokiem – chyba będę musiał zaraz zejść... a nie czyta książkę – świetnie.
Ciekawych rzeczy dowiedzieliśmy się od Chinki której imienia nie pamiętam. Przykładowo fakt że przy władzy zostali ludzie z czasów komunistycznych Chin, nie ma demokracji jest dla niej zwyczajnym faktem, nie ma powodów żeby się te sytuacji jakoś przeciwstawiać. Tak było jest i prawdopodobnie będzie. Mają wolny rynek ale rządzi jedna partia. Mówiła że są inne partie, można na nie nawet w wyborach głosować ale władza się nie zmieni, ale to jest według niej złe. Takie są Chiny powiada. W zasadzie to mówiła, że im tak mówi partia. Tak samo jak partia im mówi że Tajlandia to tylko nazwa wyspy a nie kraju. Ciekawą konwersację skończyliśmy, pozwijaliśmy rzeczy i ja poszedłem na obiad. Zostałem popołudniu w szkole żeby napisać wizualizacje do mojej samoorganizującej się mapy.
Godzina 1:39, Maciek wyeksmitował mnie z materaca i siedzę na podłodze. Dlaczego? Otóż, gdy wróciłem do domu w kuchni nie znalazłem już ani stołu ani krzeseł. Michealle z którą mieszkaliśmy tu na początku, zabrała swoje rzeczy. Zabrała też jej krzesło z naszego pokoju. Mam nadzieje że Emily znajdzie jakieś meble, bo spożywanie kolacji na stojąco w kuchni jakoś mi nie pasuje. Ostatnio wspominała że ma je pożyczyć od swojej koleżanki więc jest szansa że ta sytuacja się szybko zmieni.
Sunday, January 18, 2004
Obudziliśmy się dosyć późno ze względu na to że wczoraj wróciliśmy o niezdrowej porze. Maciek znowu z rańca pośpieszył turniej a ja poszedłem sobie na Mass. Odprawiał ją bishop Colie. W drodze powrotnej poszedłem do Zellersa do Radio Shaca i kupiłem sobie słuchawki z mikrofonem z przeceny za 17$. Wstąpiłem do biblioteki, gdzie okazało się że przyszedł zamówiony przeze mnie Shrek na DVD.
Gdy wróciłem do domu zastałem Emily i jej chłopaka który akurat zmywał naczynia. Jak się później okazało pozmywał również moją pierś z kurczaka, która Maciek zostawił mi w garnku... „Za przeproszeniem pozbawił mnie posiłku” ...
Popołudniu pojechałem do Petenych na Bible Study. Znowu słuchaliśmy wykładu jakiegoś kolesia, który jak dla mnie wygląda trochę podejrzanie. W każdym bądź razie nie podpisał bym się pod wszystkim co on mówi. Później zjedliśmy parę ciasteczek które upiekła Coline. Dała nam również ich trochę do pudełka. Pisze nam a w zasadzie powinienem był napisać mi, bo Maćka nie było.
Gdy wróciłem do domu, a jeszcze później Maciek zjedliśmy kolację i zobaczyliśmy Shreka – cudowna bajka.
Saturday, January 17, 2004
Maciek z rana wyjechał na turniej szachowy do Swiss Chalet, zdaje się na Memorial Ave. Ja natomiast cały w zasadzie czas do 16:00 spędziłem na pisaniu programu SOM. Self-organizing map. Algorytm do tego programu oparty jest na pomyśle sieci neuronowych. Podoba mi się ta nazwa bo brzmi bardzo poważnie. Pomysł na algorytm bardzo fajny a wyniki po prostu piękne. Na razie działa mi to na tablicy floatów ale mam nadzieje że uda się to kiedyś przerobić na te proteiny. Potem szybko zjadłem obiad i pośpieszyłem na uczelnie. Aha zapomniałem napisać że jak siedziałem tak w domu to co jakiś czas zerkałem przez okno żeby zobaczyć co się tam na dworze wyrabia. Cały czas sypało śniegiem, a czasami przychodziły takie silne wiatry że było zupełnie biało. Zrywało świeży śnieg z dachów, ziemi i wszystko wirowało razem ze padającym śniegiem. Takie coś to chyba można by nazwać burzą śnieżną...
Jak już jechałem na uczelnie to widziałem że chodniki są zasypane, a na bocznych drogach leżała gruba warstwa śniegu. Przed dom nawiało nam śniegu prawie po kolana.
Maćka spotkałem w Agorze – centrum na campusie. Po jakimś czasie podjechał po nas żółty school bus który zawiózł nas na mecz hokeja.
Maćkowi udało się dzisiaj wygrać pierwsze trzy mecze na turnieju szachowym, a jutro będzie grał pozostałe dwa. Czeka go partia z kolesiem z którym ostatnio przegrał więc ma być trudniej niż dzisiaj.
Dzisiejszy mecz Wilki z Lakeheadu grały przeciwko ‘Kopairzom’ (Lancers) z Windsoru. Mecz był bardzo zacięty. Zaczęło się bardzo dobrze 2:0 po pierwszej tercji. Jak to dalej było to już nie pamiętam. W każdym bądź razie gdy było 4:4 dla Lakehead i gdy strzelili gola już w ostatnich minuta, podwyższając wynik na 5:4, trener Lancerów nie wytrzymał. Wyskoczył na lód i zaczął się wadzić z sędzią bo wydawało mu się że gol padł ze spalonej pozycji. Tak się trener Lancerów zaangarzował że pan sędzia musiał go wyprosić.
W przerwie kupiłem sobie gumowy krążek za 1$ który potem mogłem rzucić do Kii ( Kia) która wiechała na lodowisko.Niestety, 1$ poszybował nad jej dachem. Zrobiłem też sporo zdjęć, ale obawiam się że mogą nie wyjść bo aparat coś szwankował. W czasie przerw a także, w czasie gry rozdawano masę nagród, organizowano masę konkursów. Jeśli dobrze rozumiem jest nawet taki motyw że można postawić jakąś kasę na to że Lakehead zakiluje jakiegoś powerplaya.
Przed meczem rozdawana również kalendarze ze zdjęciami drużyny Lakehead. Można zbierać karty z graczami i takie różne bajery, a to tylko uniwersytecka drużyna!
Po meczu gdy siedzieliśmy w autobusie kombinowaliśmy czy by kierowca nie mógł by nas zawieźć do domu jeśli by potem nigdzie dalej nie jechał. Okazał się że na uniwersytecie robi tylko przystanek i jedzie dalej. Kombinowaliśmy nad tym bo wiedzieliśmy jaka jest pogoda na zewnątrz. Zasypane chodniki i zimno –20 C. Ścieżka na uniwersytecie była zupełnie zasypana, musieliśmy prowadzić rowery. Inne chodniki były na szczęcie w miarę odśnieżne. Trzeba było się jednak dobrze rozpędzić jadąc na rowerze żeby nie ugrzęznąć w śniegu. Na przejazdach przez drogi na chodnikach były usypane przez pługi górki śniegu przez które trzeba było się przebijać co było dosyć fajne. Do domu dojechaliśmy około 12:30, a jechaliśmy może jakieś 40 minut.
Friday, January 16, 2004
Na zajęciach z Advanced Projektu zostaliśmy przydzieleni do teamów. Ja jestem w grupie z Gini, która chyba pochodzi z Indii albo tych okolic oraz z Nigiem, który chyba jest Chińczykiem. Na początku byłem w grupie tylko z Gini bo nikt inny poza nami nie chciał się zabrać za programowanie neural networków. Potem jeszcze przyszedł Ning i wpadł do naszej grupy choć on chyba chciał coś innego programować. Poza tym zostałem liderem teamu –pięknie.
Po zjedzeniu obiadu, znaczy dwóch pizza pocketów, które Maciek nie wiedzieć czemu nazywa Muffinami, poszedłem do ATACu. Okazało się że FOCUS został odwołany ze względu na spore opady śniegu. Maciek postanowił jeszcze zostać w ATACU, a ja wróciłem do domu. W drodze powrotnej kupiłem masło, a jak się później okazało Maciek wpadł na ten sam pomysł i teraz mamy spore zapasy masła.
Wieczorem zobaczyliśmy jeszcze film o Joannie Darc.
Przez cały dzień sypało więc mamy kolejną warstwę śniegu więc jazda na rowerze z tego względu jest nieco trudniejsza. Na szczęście jest tak że gdy pada jest cieplej i temperatury myślę wahają się około –5.
Thursday, January 15, 2004
Dzisiaj widziałem kolejną stłuczkę, tym razem na Red River koło McDonalda. Pierwszy koleś ostro zahamował, ten zaraz za nim wpadł w poślizg, ale udało mu się jeszcze zatrzymać tuż przed zderzakiem tego pierwszego. Trzeci samochód nie zdołał już się w porę zatrzymać. Znowu wyglądało na to że nikomu nic się nie stało. Myślę sobie jednak że ten koleś w drugim samochodzie mógł przeżyć nagłą zmianę nastrojów. Najpierw mógł się ucieszyć że nie wjechał w tego gościa przed sobą i że się wszystko dobrze skończyło. 5 sekund później mógł już tylko przeklinać na tego kolesia co mu z tył auto zdemolował.
Byliśmy dzisiaj w Agorze na wystawie nowoczesnego sprzętu elektronicznego i softwareu . Kilka firm takich jak IBM czy Adobe prezentował swoje produkty. Poza tym było też losowanie kserokopiarki Lexmarka, podkładki na mysz, 50 płyt itp. Zdaje się że poza długopisem który sobie wziąłem ze stanowiska Lexmarka nic nie wygrałem.
Jedna firma której nazwy nie pamiętam pokazywała coś jakby elektroniczną tablice. Był to ekran jak na slajdy tylko że był podłączony do komputera oraz rzutnik. Koleś mógł pisać specjalnym flamastrem po tym ekranie i z lekkim opóźnieniem pojawiał się na nim tekst. Potem mógł tym tekstem jeszcze manipulować albo sczytać to ręczne pismo do jakiejś normalnej czcionki. Pierwszy raz coś takiego widziałem.
Do czasu kiedy zepsół nam się ten rower na którym ja jeździłem, zamieniamy się i raz jeżdżę na góralu od Maćka a raz na kolarzówce ‘Free Spirit’. Mamy jednak zamiar w najbliższym czasie kupić nowy rower z Zellersa. Dzisiaj oglądałem ceny i był taki jeden za 99$ bez taxu. Prawdopodobnie uda nam się go wiosną lub latem odsprzedać. Póki co jazda na tej kolarzówce jest strasznie uciążliwa. Tylnie koło jest tak scentrowane że raz hamuje o jeden klocek raz o klocek z drugiej strony.
Popołudniu ja spędziłam czas w domu pisząc dalej stronę www oraz programik w C++ żeby móc konwertować polskie znaki do HTMLa. Maciek natomiast miał zamiar dzisiaj też szybko wrócić z uczelni, ale zasiedział się na necie szukając zdjęć na plakat Wiggoru.
Jest już 1:40 i chyba zapomniałem zjeść kolację...
Wednesday, January 14, 2004
Od dzisiaj definitywnie zostajemy w Thunder Bay. Zapłaciliśmy za nasze kursy po 915$ za sztukę. Po wykładzie który skończył około 12:30 miałem spore okienko, bo czekałem na kolejny wykład który zaczynał się o 20:00. Większość czasu spędziłem w ATACu.
Wykład, ten wieczorem, był na temat protokołu Kyoto. Organizowany przez jakiś instytut „international affairs”. Był to wykład z tej samej serii co „Managing change in North Korea” ale generalnie gorszy. Mnie w każdym bądź razie nie zachwycił. Było natomiast trochę śmiesznie. Podczas konferencji jeden dziadek zaczął oskarżać ekonomistów o to że dostaje do swojego mail boxu tyle reklam że na ich wyprodukowanie trzeba było ściąć co najmniej jedno drzewo, w dodatku ulotki reklamują te same rzeczy w takiej samej cenie. Ponadto podatki które musi płacić wydają mu się niesprawiedliwe. Śmiesznie też było gdy jeden ze studentów wyraził swoje obawy w związku z działaniem państw w celu zminimalizowania efektu cieplarnianego. Owego studenta trapiła wizja zamarzającego świata który miał by być wynikiem zbyt intensywnych działań rządów.
Widziałem też dzisiaj stłuczkę na Red River i Experssway. Chyba nikomu nic się nie stało, choć jedno auto trochę zatańczyło na lodzie. Pogotowie ratunkowe pojawiło sie w mgnieniu oka.
Tuesday, January 13, 2004
‘Sooner or later pojedziemy do Calgary’ mówi Maciek nawiązując do piosenki Stinga, która właśnie rozbrzmiewa z bomboxa Emily, który pożyczyliśmy od niej już bardzo dawno temu... (to chyba dobry przykład Run-on sentence )
Emily wczoraj pojawiła się dosłownie na 10 sekund. Chwyciła plecak z przedpokoju i wyszła. Dzisiaj była już dłużej może jakieś 10 min. Dopóki składamy się na utilities równo po jednej trzeciej taki układ nam pasuje.
Dzisiaj spędziłem czas pracując nad stroną i na czytaniu „Zderzenia cywilizacji”. Maciek był w szkole. Znowu się ochłodziło więc redundantne wyjazdy na uczelnie w ogóle nie wchodzą w grę. Z biblioteki wypożyczyłem, DVD ‘The Wall’ i zobaczyłem parę filmów dokumentalnych które znajdowały się na tej płycie.
Wieczorem posłuchałem sobie, trochę już zakurzonej płyty Pata ‘Secret Story’ – genialne.
Monday, January 12, 2004
Dziwna sprawa że jeszcze teraz czasem widzę ludzi na ulicy życzących sobie szczęśliwego nowego roku.
Przed wyjazdem do szkoły wymieniłem sobie baterie i pasek w zegarku. Ta przyjemność kosztowała mnie 15 $. Będąc w molu udało i się zlokalizować niezły sale. Mianowicie 900 g makaronu za 0,97 $ oraz 900g sosu za 0,77 $. Sprawdziłem również ceny mikrofonów. Kosztują około 20$, więc postanowiłem że jeszcze gdzie indziej poszukam.
W szkole poszedłem się zarejestrować na Advanced Project. Ponieważ nie miałem prerequisites i komputer nie chciał przełknąć mojej rejestracji. Musiałem wypełnić specjalny formularz. Podpisać się pod nim musiał mój dziekan pan Alliare. Na szczęście pamiętał że jestem internationalem, że nie mam zamiaru kończyć tutaj ich programu i że jestem z Finlandii (na co przytaknąłem). Bez żadnych problemów podpisał się pod tym formularzem. Zaniosłem ten formularz z powrotem do registrar office i pani w okienku zarejestrowała mnie na kurs. Nie wybrałem Object Oriented Design and Metodology bo wykładowca z tego drugiego kursu umieszcza swoje wykłady na necie. Dodatkowo jego wykłady sprowadzają się do tego że czyta co ma na tych powerpointowych slajdach.
W drodze powrotnej ze szkoły kupiłem 3 paczki makaronu i 3 sosy z wyprzedaży. Zajrzałem również do Salvation Army, żeby poszukać mikrofonu. Niestety żadnych mikrofonów nie znalazłem. Okazało się jednak że akurat dzisiaj mieli tam 50% off z wszystkich rzeczy, skończyło się na tym że kupiłem sobie za małą koszule za 1,49 $.
Wieczorem przyszedł do nas jakiś koleś. Trochę starszy, w rękach niósł jakieś rulony i siatki. Okazało się że do Maćka przyszedł. Był to organizator turniejów szachowych w północnym Ontario. Grał on z Maćkiem w ostatnią sobotę. Zaproponował Maćkowi że zapłaci mu za 3 turnieje. Jest to seria turnieji w których wygrana daje szanse zakwalifikowania się do turnieju zamkniętego gdzie pula nagród wynosi 400$. Dał też Maćkowi zegarek który on wygrał na sobotnim turnieju. Ten srebrno złoty zegarek jest beznadziejny, choć kosztował 20.00$...
Sunday, January 11, 2004
Rano skoczyłem na 8:00 do kościoła żeby zdążyć na 11:00 na indoor soccer. Poznałem swoją nową drużynę. Tym razem na szczęście okazało się że są to ludzie którzy wcześniej mieli już kontakt z piłką nożna więc gra się dobrze. Przyjemność gry w tej wewnątrz szkolnej mini lidze kosztuje mnie 8$. Biorąc pod uwagę fakt że płaciliśmy już jedno fee za recreation wydaje się to być zdzierstwem... Pierwszy mecz niestety przegraliśmy, choć do połowy było 2:2.
O 19:00 pojechaliśmy do Iana. Nie wiedzieliśmy dokładnie na co tam jedziemy bo niedokładnie go zrozumiałem przez telefon jak nas zapraszał... Okazało się że było to kolejne Bible Study. Do tego to my tu mamy szczęście, nie ma co... Było jednak ciekawie, poznaliśmy nowych ludzi. Miedzy innymi chłopaka który ciągle mówił ‘Cool’ i w ogóle sam był cały ‘Cool Cool’. Eh... Po 'studiach' dostaliśmy Brownies z lodami – pycha!
Do domu odwiózł nas Tod, syn Iana. Po drodze pościł nam muzykę którą sam napisał. Jak by mi powiedział że to Herbie Hancock też bym mu uwierzył. Niesamowite. Ponoć nagrywał to z kumplami z High School.
Zapomniałbym napisać że udało się nawiązać pseudo telefoniczne połączenie z domem. Znaczy Franek zapodał program dzięki któremu udało się mu, i nie tylko mu, ze mną porozmawiać. W zasadzie ja mogłem tylko słuchać. Mam nadzieje że zakupię za niedługo jakiś mikrofon coby móc normalnie pogadać. Dobrze się to zapowiada...
Saturday, January 10, 2004
Większość dnia spędziłem przygotowując w domu polską wersje mojej strony. Maciek natomiast wcześnie rano wyjechał na turniej szachowy. Okazało się jednak że przegrał na czas jedną ważną partie ( co znaczy że był na wygranej pozycji ale brakło mu czasu) i zajął trzecie miejsce – szkoda, bo niczym nie premiowane.
Wieczorem pojechaliśmy z Mery Lou i Cliftonem na uniwersytet pokazać im jak działa ta strona FOCUSu. Nauczyłem też Mery, która jest już starszą osobą, updatować stronę www przez ftp. Myślę że w jej wieku w Polsce nie znalazłbym ani jednej osoby która potrafiła by to zrobić. Wiele razy byłem zaskoczony widząc jakąś starszą osobę np. w bibliotece przy komputerze.
Friday, January 09, 2004
Wychodząc z sali na 3 piętrze zauważyłem że jezioro zamarzło. Pojechałem do przystani żeby zobaczyć to z bliska. Żałuję że nie wziąłem aparatu. Pierwszy raz widziałem taka ilość lodu. W powrotnej drodze wstąpiłem do biblioteki publicznej w centrum miasta. Mają tam znacznie większe zbiory niż w tej bibliotece w molu koło nas. Na karcie miałem wypożyczonych już 19 CD więc mogłem wypożyczyć jeszcze tylko jedna płytę, ale za to wziąłem 3 filmy. Na szczęście można te rzeczy zwracać w dowolnej z bibliotek więc nie będę musiał z nimi znowu wracać do centrum miasta.
Jak wróciłem do domu, miałem nadzieje że znajdę dwa listy w skrzynce, ale niestety nic nie przyszło. Postanowiliśmy że w poniedziałek zapiszemy się na kursy więc jeśli w poniedziałek nie przyjdzie poczta to tu zostaniemy. W zasadzie chodzi nam po głowach jeszcze jedna opcja. Mianowicie żeby wyjechać do Calgary na ten semestr i w ogóle nie chodzić do szkoły.
Wieczorem pojechaliśmy na FOCUSa. Jude i Quincy przynieśli jakieś Sri-Lankowiskie jedzenie i troche poopowiadali o świętach które spędzili w Toronto. Jude też w tym czasie aplikował do kanadyjskiego CIA! Juliana i Marcelo opowiadali o swoim wyjeżdzie do Wisconsin. Inni ludzie też opowiadali o tym co robili przez święta wiec było w miarę ciekawie.
Wieczorem zobaczyliśmy film dokumentalny o Steinbecku z tym że Maciek połowę filmu przespał ponieważ jutro jedzie na zawody szachowe. Tydzień temu pierwsze zawody w nowym roku przegapił.
Thursday, January 08, 2004
Właśnie skończyliśmy oglądać „East of Eden” na podstawie książki Johna Steinbecka. Znacznie lepszy film niż wczorajszy...
Wypożyczyłem jeszcze film „Form whom the Bell Tolls”, wiec mamy co oglądać przez najbliższy czas. Doszły też z innych bibliotek płyty które zamówiłem więc je dziś odebrałem. Mają tu taki sprytny system że maszyna automatycznie dzwonią do klientów z informacją że dane książki czy płyty są już do odebrania w bibliotece.
Obecnie za oknem powinno być –24C, a w ciągu dnia upały do -14C.
Wednesday, January 07, 2004
Na drugim wykładzie Advanced Project zrobiło się już ciekawie więc chyba go sobie wybiorę.
Zapisałem się dzisiaj na indoor soccer do drużyny Mikea. To jest koleś który w zeszłym semestrze zaprosił mnie do swojej drużyny. Nazwał ją Olisadebe co mnie bardzo zaskoczyło.
Założyłem też konto dla grupy Focus na uczelnianym serwerze www. Myślałem że trzeba będzie jakieś formularze czy petycje wypełniać, ale okazało się że nic z tych rzeczy. Pani w office chciała ode mnie tylko nazwę grupy i hasło.
Wieczorem zobaczyliśmy film „Bird”, ale był strasznie nudny więc go nawet do końca nie oglądałem.
Tuesday, January 06, 2004
Byłem dziś na zajęciach z panem Mohamedem, z nim miał zajęcia przez ostatnio semestr Maciek. Przedmiot który prowadzi wydaje się być ciekawy ale on powoli mówi i musi szukać słów co zajmuje mu trochę czasu. Dlatego zajęcia mogą być nudnawe. Rozbawiło mnie dziś jak użył słówka „Soviet” jako synonim czegoś złego, starego i źle działającego. Maciek nadal szuka dla siebie przedmiotu i sporo czasu spędza w uczelnianej księgarni przeglądając książki.
Zdaje się że wczoraj tak byłem przejęty tym mrozem że zapomniałem napisać że wystawiono nam już oceny i Maciek ma 97 a ja 99. Trzeba przyznać że niezły wynik. Wydaje mi się jednak że trochę przesadzili, bo na egzaminie paru zadań w ogóle nie ruszyłem ale widocznie mają tu inną skale oceniania. Z tymi ocenami dodatkowo jest tak że chociaż oceny są wystawione przez prowadzących zajęcia wcześniej to i tak są oficjalnie publikowane wszystkie w tym samym czasie na koniec semestru. Niemniej jednak można się u prowadzącego zajęcia dowiedzieć jaką się ma ocenę.
Monday, January 05, 2004
Po przerwie świątecznej przyszło nam wrócić do szkoły. Na razie badamy teren, znaczy szukamy kursów które by nam najlepiej pasowały. Ja dzisiaj byłem na pierwszych zajęciach z Advanced Project a potem na Computer Networks. Te drugie się nie odbyły, bo wykładowca się w ogóle nie pojawił, ani go nie było w jego office. Poczułem się trochę jak na Politechnice... Natomiast Advanced Project to kurs który wydaje się być naprawdę advanced. Celem projektu jest stworzenie oprogramowania służącego do wizualizacji jakiś protein czy czego takiego. Plik z danymi zajmuje 2,1 GB... Trochę mnie to przeraża... Jutro jeszcze pójdę zobaczyć jak wygląda kurs Objec Oriented Design and Methodology.
Największym jednak zaskoczeniem dzisiaj była temperatura. Sprawdzałem ją na internecie i najcieplej było o 13:00, -20C. Gdy o 19:00 wyjeżdżałem z campusu było –26C (z wind-chillem –35C). Bez szalika na nos i usta nie ma co myśleć o jeździe na rowerze. Przy tych temperaturach zamarznięty łańcuch objeżdża na zębatkach, ale tylko na początku, gorzej oczywiście działają hamulce i przerzutki. Ja musze jeździć bez okularów bo para osadzająca się na szkłach zamarza po 100 metrach jazdy.
Sunday, January 04, 2004
Ostatnie piętnaście minut czwartego stycznia. Maciek jest na dole i słucha (jeśli jeszcze nie zasnął) Tori, ja przed chwilą skończyłem jeść kolacje. W zasadzie na kolacje przeznaczyłem resztki kiełbasy, którą dostaliśmy od cioci, ser wędzony i dżem. Jedna kromka z peanut -butterem, z 2 litrowego słoika, w ramach sprzątania lodówki przed ewentualnym wyjazdem.
Poza tym że dzisiaj byliśmy w kościele, niewiele się działo. W drodze powrotnej ze św. Antoniego sprawdziłem stan lodowiska – jest zasypane. Dzisiaj w dodatku było bardzo zimno. Prognozy na dzisiejszą noc –23C.
Jutro trzeba będzie pojechać do szkoły. Mamy zamiar w pierwszym tygodniu sprawdzić kilka kursów, żeby nie wybierać w ciemno. Jeśli nie dostaniemy żadnej odpowiedzi, z processing center, do piątku będziemy zmuszeni zarejestrować się tu na kursy.
„Tell me why I don’t like Mondays...” rozbrzmiewa z głośników na dole, a ja się już kładę spać.
Saturday, January 03, 2004
Dzień bardzo podobny do wczorajszego. Zastanawiamy się jakie kursy wybrać na przyszły semestr. Zaczyna się on w zasadzie już za trzy dni. Ocen z naszych dwóch egzaminów jeszcze nie ma, jesteśmy już trochę zniecierpliwieni. Egzaminy były już ponad trzy tygodnie temu.
W bibliotece wypożyczyliśmy nowe płyty i drugi film Bonda, którego też zobaczyliśmy wieczorem. Poza tym czytamy co mamy i tak nam czas leci...
„Prognozy są raczej nieciekawe”, dziś mocno wiało, zrobiło się zimno i chyba już tak zostanie.
Friday, January 02, 2004
Zakupiliśmy troche jedzenia i odwiedzieliśmy biblioteke. W zasadze to mamy zapchana lodówke bo przez te świeta sporo dostaliśmy jedzenia. Lodowisko jest nieodśnieżone i nie ma mowy o grze w hokeja... Wieczorem sobaczyliśmy film double 0 7.
Thursday, January 01, 2004
Pierwszy dzień roku minął szybko. Zobaczyliśmy Shadowlands i Most na rzece Kwai wypożyczone z biblioteki. Poszedłem popołudniu na zakupy, ale okazało się że wszystko mają pozamykane. Pierwszy raz widziałem zamknięty mall. Zagraliśmy po raz pierwszy na grze telewizyjnej (Mario) Emily. Stare to trochę ale jeszcze widać że coś się na ekranie porusza...
Przez ostatnie dwa dni sporo padało. Nie ma sensu odśnieżać. Chyba poczekamy jeszcze kilka dni i wydrążymy tunele.